„Laicka Świętość”

Albert Camus w 1947 roku wydał książkę pt. „Dżuma” – za którą w 10 lat później otrzymał Nagrodę Nobla – w której na pierwszy rzut oka opisuję epidemię śmiertelnej choroby. Lecz po krótkim przemyśleniu można zauważyć, że powieść posiada drugie dno. Dżuma oznacza zło otaczającego nas świata – ludzkie zło. Główni bohaterowie książki przeciwstawiają się mu, nie mając z tego żadnych korzyści. Stara się to wyjaśnić Gustaw Herling-Grudziński w jednym z rozdziałów („Być człowiekiem”) swojego eseju „Dwie świętości”. To postępowanie nazywa „laicką świętością”. W dalszej części odpowiem na pytanie – „czym według mnie jest laicka świętość?”.
Stwierdzenie laicka świętość samo w sobie uważam za sztuczne, gdyż dosłownie oznacza świętego bez Boga, czyli świętego ateistę. Uważam, że słowo „święty” jest zarezerwowane wyłącznie dla religii, a nie dla ludzi bez wiary. Dlatego zestawienie tych słów obok siebie uważam za pewnego rodzaju symbol czy też nazwę własną. Od razu nasuwa się pytanie – „Co to ma symbolizować?”. Otóż pewne zasady moralne, lecz nie dowolne. Jakie tak, a jakie nie? Będę wymieniał te zasady czy cechy, którymi nie powinien kierować się człowiek. Być może zreflektuje to niektórych czytelników do zmiany swojego systemu etycznego.
W pierwszej chwili przychodzi mi na myśl egoizm. Jak powszechnie wiadomo jest to negatywna cecha, lecz większość egoistów nie zauważa jej w sobie. Brak koleżeństwa jest związany z epoką w jakiej przyszło na żyć. Jest nią kapitalizm. Społeczeństwo goni za pieniądzem nie zwracając uwagi na osoby wokół nich. Przypomina mi to festiwal, który co roku odbywa się w Hiszpanii. Stado byków pędzi przez wąskie uliczki tratując przechodniów. Tyle, że w kapitaliźmie to ludzie tratują innych ludzi. Osoby tratujące odmawiają udzielania wszelkiej pomocy, nawet małym kosztem i z dużym pożytkiem dla innych chyba, że sami coś zyskują.
W parze z egoistami idą kłamcy. Już nie chodzi mi nawet o tych, którzy przekręcają suche fakty, lecz o tych najbardziej fałszywych. Tylko tych, którzy myślą jedno i robią drugie oraz kłamią na swój własny temat ukazując swoją postać niczym mitologicznego herosa. Ten ich przyklejony uśmiech, nienaturalny krok, fałszywe gesty, ta ich zarozumiałość, to wszystko odraża i brzydzi mnie, jak żadna inna cecha.
Niewiele lepsi od kłamców są ci, którzy robią wszystko, aby nie odpowiadać za swoje czyny, zamiast z godnością przyjąć karę za popełnione błędy. Zwykle bronią się słowami typu: „To nie moja wina” czy „Nic nie mogłem zrobić.” Oczywiście, że jest to najprostsze i najwygodniejsze wyjście. Tacy ludzie wykazują się brakiem konsekwencji w działaniu oraz brakiem odwagi. Jednym słowem można nazwać ich tchórzami.
Przeraża i bardzo denerwuję mnie takie postępowanie. Lecz najgorsze jest to, gdy ludzie postępują tak jak napisałem oraz zdają sobie sprawę z tego, że źle czynią. Tak się zachowują i bardzo dobrze im z tym, choć jak na tacy wykłada się, że to co robią jest złe. Przykładem mogą być liczne filmy czy teksty utworów muzycznych. Wszystkim znany tytułowy bohater filmu „Forrest Gump” posiada cechy pozwalające bez obaw przypisać mu laicką świętość. Forrest ma bardzo szczęśliwe i udane życie, a to wszystko osiągnął dzięki swojemu systemowi zasad moralnych.
Przed zakończeniem chciałem jeszcze odnieść się do książki opisanej we wstępie („Dżumy”), dokładnie do kilku głównych bohaterów – doktora Rieuxa, dziennikarza Ramberta i Tarouu. Bardzo ich podziwiam , gdyż byli gotowi na największe poświęcenie w imię walki ze złem, tzn. Tarouu oddał życie, zaś Rambert i Rieux zdecydowali się na pozostanie w mieście z dala od swoich życiowych miłości, gdyż uważali, że pomoc innym jest ich obowiązkiem. Niestety ja nie jestem gotowy na takie poświęcenie i obym nigdy nie musiał dokonywać takiego wyboru jaki oni musieli podjąć.
Miałem zamiar nie pisać tu o religii, lecz Święty Paweł w I liście do Koryntian (13 rozdział – „Hymn o miłości”) w cudowny sposób opisał miłość. Jej opis idealnie pasuje do definicji laickiej świętości:

„(…) Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą. (…)”

Niestety świat jest tak skonstruowany, że laiccy święci już na samym starcie są daleko w tyle za egoistami, kłamcami i tchórzami, którym ich niemoralne zagrywki stwarzają przewagę. W takim razie czemu warto wyznawać tą etykę? Jako odpowiedź na to pytanie zacytuję fragment eseju Barbary Sosień „Buntuję się, więc jestem” –
„Etyka ta posiada jedynie wartość indywidualną, nie-społeczną. (…) której główna teza mogłaby brzmieć następująco: można zabrać człowiekowi życie, odizolować go od świata, uczynić go „nosicielem dżumy”, ale nie można zmusić go, by stał się zwolennikiem zarazy, nie można zabrać mu człowieczeństwa.


Witam…

15sty07

wszystkich, którzy odwiedzą mój blog … w zasadzie nie planuję, aby był to standardowy pamiętnik, jak to ma miejsce w większości tego typu stron.

czyli co?

Mam zamiar pisać coś w rodzaju felietonów, esejów, tudzież komentarzy (nie koniecznie politycznych :) ). Być może miejsce znajdą tu również recenzje i informacje kulturalne oraz moja skromna twórczość literacka.

i inne takie … zobaczymy co z tego wyjdzie




Kategorie

Archiwa